Archiwa kategorii: Indonezja

Lombok – czeka na turystów 

Niedalego od Gili Air, zaledwie piętnaście minut łódką, zdajduje się wielka wyspa Lombok. Kupiliśmy bilet na łódkę, która odjeżdża aż się napełni. W naszym wypadku nie minęło dziesięć minut i już płynęliśmy, a co lepsze, koszt tego przejazdu to 12.000 Rupii (24 CZK/ 4 zł).

Jak racio zwyciężyło nad emocjami

Zbliżając się do brzegu, oglądamy majestetyczny wulkan Mout Rinjani, którego wierzchołek znajduje się 3.700 m n.p.m. Na sam szczyt można wybrać się z organizowaną wycieczką, którą prowadzi doświadczony licencjonowany przewodnik a walizki wynoszą tragarze. Prawdę mówiąc, bardzo nas kusiło spróbować swych sił i wyjść przynajmniej do brzegu kratera. Niestety tym razem rozum wygrał nad sercem, które chciało mieć mnóstwo ciekawych przeżyć i niepowtarzalny wpis na blogu. Dla przybliżenia 2.000 m wspina się w przebiegu 6 godzin – to praktycznie wspinaczka po drabinie! Danielowe kolana nie pozwoliłyby na bezpieczne zejście w dół, może kiedyś wylecimy tam helikopterem. Poniżej zamieszczamy parę zdjęć z sieci.

  
  
Senggigi zwołuje turystów

Z portu jedziemy do Senggigi, ośrodka turystycznego z mnóstwem baaardzo luksusowych hoteli. Chociaż byliśmy tam w czasie Ramadanu a Lombok jest zamieszkały muzułmanami, w kawiarniach grała żywa muzyka i można było kupić piwko i inne napoje wyskokowe. W tego typu ośrodkach turystycznych jest to tolerowane a miejscowi przymykają oczy, Allah chyba też. Wieczór spędziliśmy według polecenia naszego taksówkarza w Happy Cafe, gdzie grała najlepsza kapela w okolicy. Pożyczyliśmy motor i wybraliśmy się na poszukiwanie najlepszych plaży, ale jakoś nas nie powaliły, może jesteśmy już rozpieszczeni? Sami zobaczcie plaże w Senggigi. 

   
   
  

Prawdziwy kontrast szalonej Kuty na Bali, to Kuta na Lomboku

Jedziemy na południe Lomboku do Kuty, diametralnie innej od tej na Bali. Kuta, to raczej spokojna wioska z paroma restauracjami i hostelami. Jest wyśmienitą bazą dla surferów, kórych można spotkać na każdym rogu. Wypróbować surfing po raz pierwszy w życiu? Żaden problem. Szkóły surferskie znajdę was same, nawet nie musicie się wysilić i ich szukać. Wyśmienite fale, przepiękne plaże. Taka Kuta nam się podoba.

   
   

W Kucie musicie pożyczyć motor i odkrywać plaże w okolicy. Te przepiękne plaże na razie nie są otoczone kompleksami hotelowymi a to oznacza tylko jedno, są PUSTE! Do tych plaży się zakochaliśmy, posądźcie sami. 

Plaża Tanjung Aan    
    

Plaża Mawun Beach   

  



Idealne miejsce do nauki surfingu

Dla surfingu w okolicy Kuty są najlepsze dwa miejsca Selong Belanak i Gerupuk Bay. W obu miejscach walczyliśmy z falami a musimy przyznać, że jest to niesamowita frajda. Jeżdżąc na fali aż krzyczeć się chce z radości. Chyba nowe hobby. W dodatku to Daniel jeździł po pierwszych 15 minutach jak prawdziwy surfing boy. 

  

 

Sasak – autochtonami Lomboku

Pierwotnymi obywatelami wyspy Lombok są Sasakowie. Nadal utrzymują tradycyjny tryb życia. Mieszkają w bambusowych domkach pokrytych ususzoną trawą. 

  

Typowy dom składa się z dwu pomieszczeń. Zaraz za drzwiami jest miejsce, gdzie śpi ojciec rodziny. Trzy schody wyżej, zawsze trzy, bo symbolizują trzy korzenie ich wiary – animizm, muzułmanizm, hinduizm, znajduje się kuchnia, w której śpią dzieci z mamą. Podłoga jest z gliny a raz w miesiącu jest wysmarowywana wykałami buwołów, chyba dla desynfekcji. 

   
 

Co ciekawe, ludzie Sasak wychodzę za mąż ze swoimi kuzynami! Czyli wszyscy są jedną wielką rodziną. Sami jesteśmy zdziwieni, że ktoś dobrowolnie nadal żyje takim trybem życia, ale jest to ich wybór, chyba im tak dobrze. Daleko od naszego wyścigu szczurów.

Wyspa Lombok ma dużo do zaoferowania, więc nie ma na co czekać i trzeba wyjeżdżać! Jeżeli chcecie się zakochać w przepięknych plażach z bialuśkim piaskem, nauczyć się zjeżdżać fale, pogadać z prawdziwymi i uprzejmymi obywatelami Indonezji… Lombok to wasza następna destynacja

 

Reklamy

Jak jeden z nas przekonał strach z nurkowania

Zaczęło się bardzo niewinnie. Daniel zaczął zadawać pytania typu: „Chciała byś kiedykolwie spróbować nurkowanie? Bała byś się?” Chyba powolutku przygotowywał pole walki. Pewnego popołudnia huśtając się na hamaku przed naszym bungalowem zaproponował mi kurs nurkowania dla początkujących na wyspie Gili Air, czyli w miejscu, gdzie akurat przebywaliśmy. Bez namysłu odmówiłam. „Boję się! Przecież może nam brakować powietrza! Wynurzanie ma swoje pewne zasady! Jest wymagana dekompresja! A co zrobisz, kiedy będę panikowała? Nie, dziękuję.”



Daniel jednak był przekonany, że nurkowanie akurat pomiędzy wyspami Bali i Lombok wypróbuje, bo … na wyspach Gili znajduję się baza najlepszych szkół scuba divingu w niemalże całej Azji, są przyzwoite ceny, bardzo dobre rekomendacje byłych klientów, profesionalne podejście instruktorów i można wymienić dalszych kilka sensownych argumentów, czemu akurat tutaj.

Dyplomatycznie podeszliśmy do tej sprawy i wybraliśmy się do jednej z szkoły nurkowania, by zapytać o szczegóły. W sumie to wszystkie szkoły nurkowania na Gili Islands oferują kursy Introduction oraz PADI Open Water Diver. OWD jest najpopularniejszym kursem dla początkujących nurków, który umożliwia nurkowanie na całym świecie. Program tego kursu umożliwia opanowanie podstawowych umiejętności nurkowych, a po jego ukończeniu uzyskuje się licencję upoważniającą do samodzielnego nurkowania do głębokości 18 metrów.

Emma, instruktorka szkoły Manta Dive, przekonała nas, by jednak spróbować kurs „Intro”. 

   

 

W jeden dzień instruktor pokaże nam sprzęt nurkowy i omówi jego elementy oraz podstawowe zasady nurkowania. Po dopołudniowych lekcjach w basenie będziemy przygotowani na tyle, by po obiedzie wraz z dalszymi nurkami oraz naszym instrukturem wyruszyć na morze i poznać prawdziwy świat pięknej rafy korolowej.

Lekcje w basenie poszły szybko oraz sprawnie. Daniel był zachwycony a Kasia … no cóż, znowu się przekonałam, że klaustrofobia nieraz może mi ładnie dopalić. Podczas obiadu sama w milczeniu zdecydowałam, że pojadę z wszystkimi nurkami na dane miejsce. Spróbuję zanurzyć głowę do morza i gdy znowu będę się bała – poprostu podziękuję i zostanę 45 minut na łodzi wraz z kapitanem i razem poczekamy na całą ekipę.

Jak strach nie zwyciężył

Koziołek do tyłu, hop i jesteśmy we wodzie. Pierwszy oddech pod wodą i szał! Tyle kolorowych rybek, ile tutaj światła oraz przestrzeni! Jakie to piękne. Instruktor pyta nas (komunikacja na migi), czy wszystko OK. Tak! O tak! Strach się ulotnił a serce wali jak szalone z podekscytowania. 

  

Idziemy niżej oraz niżej. Wyrównujemy ciśnienie w uszach. Pod nami setki rybek, kolarowce takie i owakie, dno powoli się zbliża. 

  

Instruktor pokazuje nam, że znajdujemy się w głębokości 12 metrów. Macha do nas, by popłynać za nim i zobaczyć żółwia! Prawdziwy żółw! Olbrzymi żółw! Patrzę, cieszę się z mego stanu podwodnej nieważkości i kręcę głową z niedowierzenia. Ten żółw, który się znajduję na metr ode mnie, mierzy chyba metr i pół. 

   
   

Nie ma czasu nad rozważanie, bo z drugiej strony płynie następny żółw! A tam dalszy! Ojeeeej, ale czad! Aż mi się chce podskakiwać i piszczeć. Podskakiwanie jasne, że nie wchodzi w gre, ale piszczeć do automatu oddechowego można.

   

  

I tak sobie płyniemy, oglądając małe rybki, duże ryby, żółwie, gady podwodne i nadchodzi czas wynurzania się.
   
 

Instruktor był z naszej czwórki dumny (my dwaj, Francuzka oraz Australijka). Pytał, czy kontynuujemy kurs PADI Open Water Diver, który trwa następne dwa ni. Niestety odmówiliśmy, bo kurs nurkowania nie był zaplanowany a budżet nam nie pozwalał. Pod koniec naszej podróży umówiliśmy się z Danielem, że do Indonezji wrócimy a kurs nurkowania OWD zrobimy.

  

Nasze perełki – Gili Islands 

Nadchodzi czas, by opisać jedną z naszych najbardziej polubionych destynacji w Indonezji. Chodzi o wysepki małe jak perełki. Szanowni państwo, z chęcią przedstawiamy wyspy Gili Islands! Trzy wysepki leżą pomiędzy swymi większymi koleżankami – wyspą Bali oraz wyspą Lombok. 

Ostatnio wyspy Gili przyciągają do siebie sporo turystów, którzy szukają spokóju oraz możliwości odetchnąć od wszystkich środków transportu. Na wyspach Gili nie jeżdżą żadne zmotoryzowane wehikuły. Poruszamy się tylko na piechotę, na rowerze lub konno. Tak! Istnieje jeszcze skrawek ziemi, gdzie można się cofnąć w czasie i przemieszczać się byle gdzie bez pośpiechu oraz towarzyszącego hałasu. 

  
Każda wyspa jest specificzna i jedyna w swoim rodzaju. Gili Trawangan, przezywany Gili Tralala, zaprasza do siebie wszystkich imprezowiczów oraz osoby lubiące miejsca tętniące życiem. Na Gili Meno, środkowej wyspie, wyjeżdżają rodziny z małymi dziećmi, nowożeńcy oraz zakochane pary. Jest najmniejsza z nich, ma najpiękniejsze plaże i koralowce, ale jest baaardzo spokojna, może za bardzo. Natiomast trzecia wyspa, Gili Air oferuje wszystkiego po trosze. Na plaży są bary, gdzie można spędzić miłe wieczory, ale nie są tam dyskoteki i wieczory z żywą muzyką. 

 
   

Wybraliśmy Gili Air, bo nie zaliczamy się do party people i raczej szukamy spokoju oraz przyjemnego nastroju. Wysepka jest bardzo mała, za godzinę ją można na rowerze objechać. Typowym pejzażem były kokosowe plantacje, ale z rozwijającym się ruchem turystycznym ubywa zieleni a pojawia się beton. Jeden z tamtejszych obywateli nam opowiadał jak bardzo się Gili Air zmieniła. Chociaż zagraniczni inwestorzy nie mogą kupić w Indonezji ziemię, znaleźli sobie sposób jak to obejść. W praktyce ziemia bywa wynajmowana inwestorami na 25 lat, ale na Gili robią to jeszcze inaczej. Wykorzystują małżeństwa na papierze i skupują wszystko, co się da. W taki sposób budowane są nowoczesne kompleksy i business się rozkręca. Mamy nadzieję, że będą tam przyjeżdżali tylko turyści, którzy szanują naturę.

   

Warto spędzić na Gili parę dni, bo mają do zaoferowania fenomenalne koralowce a co nejlepsze, często przy snorgelingu można napotkać żółwie. Plaże z białym piaskiem i smaczne restauracje zapewniają przyjemnych parę dni. Co ciekawe, że każda restauracja ma piec na pizzę. 

  

Sami po raz pierwszy wynajeliśmy typowy bambusowy bungalow z hamakiem oraz łazienką na zewnątrz. (Tangga Bungalows dla zainteresowanych) 

   
    
Takie wakacje bardzo nam przypadły do gustu. Chyba temu każdy nowy dzień zaczynaliśmy od słów „we would like to extend our stay” (prosimy o przedłużenie terminu pobytu). Również po raz pierwszy skusiliśmy się na nurkowanie, ale o tym w następnym wpisie! 
 

Bali wzdłuż i wszerz

Dla nas Bali to nie Kuta, miejsce przepełnione turystami bawiącymi się na dyskotekach do rana. Mijając wieczorem kluby często nam oferują: „Marihuana? Kokain? Mushrooms?” OMG, to ich tak już zepsuliśmy? Gdzie nie jest popyt, nie jest oferta.

Ubud, Ubud, Ubud … do Ciebie wrócimy 

Żeby zasmakować prawdziwe Bali wybraliśmy się do małego miasta Ubud. Znajduje się godzinę jazdy na północ od Kuty, otoczone polami ryżowymi i ze swoją stoicką atmosferą jest najlepszym miejscem by dowiedzieć się co dla nas znaczy Bali. Turyści spokojnie spacerują po wąskich uliczkach, gdzie odwiedzają galerie miejscowych artystów, sklepy z jakościową odzieżą a często odpoczywają nad filiżanką wyśmienitej kawy w jednej ze stylowych kawiarni. 

 

W centrum znajduje się bardzo znany pałac królewski Ubud Palace, w którym odbywają się wieczorowe pokazy regionalnych tańców. Tancerze i tancerki występujący w pałacu zaliczają się do nejlepszych, więc też ich musieliśmy zobaczyć. W tle gamelanowa orkiestra a przed nami sztuka, która niczym nie przypomina naszą. Walki ze złymi duchami a kobiety, które tańczyły nadgarstkami i oczami. Super!   

  

I tak się tańczy w Indonezji …   

  

Religijnie oraz obyczajowo

To co nazywamy naszym Bali, znajduje się w okolicach Ubudu. Trzeba wypożyczyć skutera i pojechać byle gdzie pomiędzy pola ryżowe. W małych wioskach widać jak silnie Balijczycy są związani ze swoją religią. Bali jest w 95 procentach wyspą hinduistyczną a to widać. Każda wioska ma przynajmniej trzy świątynie nazywane pura. Najważniejszym jest pura puseh dedykowany przodkom i zalożycielą wioski. W środku wioski stoji pura desa przeznaczona duchom w zamian za ochrone mieszkańców wioski. A ostatnia pura to pura dalem, czyli świątynia martwych.
  

Zapach Bali
Każde rano kobiety ubrane w tradycyjnych strojach roznoszą ofiary dla dobrych duchów. Żeby być za dobre i ze złymi duchami, składają ofiary byle gdzie po ziemi. Przy tym zapalają zapachowe patyczki. Ten zapach na długo utwi nam w głowie, to jest zapach Bali. 

 

Nasze włóczęgi po wyspie 
Pomiędzy poszczególnymi wioskami przejeżdżamy polami ryżowym i na w tle nam towarzyszą wysokie góry, te pejzaże wołają na nas by się zatrzymać i zrobić choć parę zdjęć. Drogą odwiedzamy piękne światynie, między innymi najbardziej sakralne miejsce na Bali – Ulan Danu Temple nad jeziorem Beratan a też Royal Family Temple w Mengwi.  

Małe Indie 

W Ubudzie polecamy zajść na masaż, bo po tych godzinach siedzenia na motorze – nie da się inaczej. Jest z czego wybierać, gdyż Ubud to takie małe Indie. Panuje tutaj moda na spiritualizm, jogę oraz zdrowe odżywianie. Jest możliwość zapisać się na lekcje jogi lub lekcje medytacji. To też jeden z powodów, czemu wiele osób przyjeżdża do Ubudu i spędza tutaj więcej dni, niż było zaplanowane. 

  

Moda na Bali

Czy ktoś jeszcze istnieje, kto nie słyszał o indonezyjskiej wyspie Bali? Bali jest określane jako wyspa alias raj na ziemi. Czemu wszyscy pieją peany na temat tej wyspy? Musieliśmy sami sprawdzić i przeżyć parę dni na tej wyspie a następnie opowiedzieć wam nasze przeżycia oraz wypowiedzieć się na temat tej wyspy. 

Na mapie może wydawać się Bali jako malusieńka wysepka. Pozory jednak mylą. Na Bali znajdują się dziesiątki miast i miasteczek położonych nad morzem oraz wioski zatopione wśród pól ryżowych w centralnej części.   

  

Bali oferuje również fantastyczne scenerie, które stworzyła sama natura. Wulkany, wysokie góry, duże wodospady i zachęcaje rzeki na spływy raftem. W dodatku na Bali znajduję się sporo atrakcji począwszy od parku wodnego, safari, parku ptaków a kończywszy na małpim gaju z wrednymi małpami.  

Wobec tego turyści często wyjeżdżają tylko do Kuty, najpopularniejszego miasta na Bali, gdzie można zjeżdżać fale na surfie, ale też opalać się na przepełnionej plaży. Na północ od Kuty leżą miasteczka Legian i Seminyak. Wszystkie trzy miasta łaczy ta sama szeroka parokilometrowa plaża.   

  

  

  
 
Z tego co słyszeliśmy, dla odpoczynku lepiej od razu wybrać miejsce położone na północnej lub wschodniej stronie wyspy. Warto spróbować Lovinę słynną z bieluśkiego piasku oraz delfinów pojawiającymi się niedaleko wybrzeża w czasie wschodu słońca lub też spokojny i leniwy Amed z czarnym jak węgiel piaskiem lub małe miasteczka na półwyspie Kuta Selatan. 

Jak było? 

Sami zasmakowaliśmy turystycznego szaleństwa imieniem Kuta – Seminyak. Ulice są pełne małych sklepików, restauracji, salonów spa, kawiarni a też sprzedawców (albo może dealerów) wołających: Mushrooms! Would you like any mushroom? Można się tutaj dobrze zabawić, pośpiewać karaoke wraz z dalszymi plażowymi Kenami w podkoszulkach z napisami Bintang (nazwa Indonezyjskiego piwa) w lokalnych barach a przez dzień wylegiwać na plaży lub nauczyć się surfować. Surfing polecamy aż na wyspie Lombok, ale o tym w nadchodzącym wpisie. W dodatku, Kuta słynie z sklepów sprzedających wyposażenie dla surferów po bardzo wygodnych cenach. 
 

Często relaks na plaży jest przerywany plażowymi sprzedawcami okularów, szatek, latawców, ręczników, szortek, kokosów, ananasów, selfie sticków i innych.

  
Dla nas takie turystyczne szaleństwo było frajdą, bo spędziliśmy tutaj tylko dwa dni. Jednak by naprawdę poznać tą wyspę, która inspirowała już tyle pisarzy oraz filmowców i przyciąga miliony turystów każdy rok, trzeba wyjechać poza obszar tych miast i widzieć prawdziwe oblicze wyspy Bali. O takim obliczu Bali napiszemy w dalszym wpisie. 

Wulkanicznie pod Mount Bromo 

Wyruszamy zaglądnąć do aktywnego wulkanu Bromo we wschodniej części Jawy. To miejsce jest oddalone o 350 km, ale droga minibusem bez klimatyzacji trwa cale 12 godziny. Niestety nie ma tu lepszych minibusów, obojętnie gdzie się wykupi ten przejazd. Droższą, ale bardziej komfortową alternatywą przejazdu jest pociąg. Trwa tyle samo, ale ma działającą klimatyzację i można wyprostować nogi. Nasz szalony kierowca starał się, jak mógł by przyśpieszyć ten przejazd, ale niestety ruch drogowy jest ciągle taki sam. Mnóstwo skuterów, dziurawe drogi a żadne obszary bez domów koło drogi. Całych 12 godzin mieliśmy wrażenie, że jedziemy w jednym mieście. Jawa jest najbardziej zaludnioną wyspą Indonezji a to wida a też czuć.

Musimy przyznać, że ekologia tubylcom na razie nic nie mówi. Najczęściej spotykanym sposobem likwidacji śmieci jest ich zapalenie. A to zazwyczaj przy drodze a ze wszystkimi butelkami PET. Wyobraźcie sobie ten smród. W takim jechaliśmy 12 godzin. 

Na Mount Bromo można wykupić cały pakiet wycieczkowy, który zawiera nocleg wraz z poranną przejażdżką jeepem na punkt widokowy. My postanowiliśmy zrobić to niezależnie. Wczesnym rankiem około 4:00 wyszliśmy pieszo na punkt widokowy , skąd oglądaliśmy wschód słońca. Klimat w 2.000 metrach bardzo się zmienił a zamiast żabek i szortek musieliśmy ubrać cztery warstwy ciepłych ubrań. Wczesnym rankiem było 10 stopni. 

Po godzinie i coś wyszliśmy do punktu, z którego dobrze widać na panoramat Bromo. Jest to inne miejsce niż to, na które jadą jeepy. Nasz punkt widokowy był o nieco niżej, ale widoki tak samo cudowne. A w końcu się okazało, że górne miejsce widokowe było w chmurach a jeepowicze niestety niczego nie widzieli.

  

Mała wspinaczka

Chyba mamy to w krwi, bo po chwili jakoś nas ciągło więcej w góre, by mieć widok na wulkan troszeczke z innej a może lepszej (?) perspektywy. Daniel się rozglądał i zobaczył wąziutki chodniczek wiodący pod górke między drzewami i krzakami. Pewnymi krokami wykroczył a po chwili było tylko słychać: „To musisz widzieć! Choć za mną!” Nałożyłam plecak na pleca i wyruszyłam. Po 20 metrach chodniczek zniknął a ja stałam a niekiedy nawet klęczałam na stromym wzgórzu. Z góry było tylko słychać: „Idziesz?” Tchu mi brakowało, ale jakoś się wydrapałam i zobaczyłam na dalszym punkcie widokowym parę osob wraz z Danielem. Jak oni tu doszli? Odpowiedz: Do tego miejsca można zwykle przyjść po schodach!!! A my drapaliśmy się pod górkę! Strzał w dziesiątkę!

Widok na idącego prawie na czworakach Daniela na tyle rozbawił parę, która już podziwiała widoki Mt. Bromo na wyższym punkcie widokowym, że bez wahania z siebie wykrztusili: „To musí být Čech.” No cóż, nie byli daleko od prawdy. 

Z parą z Czech razem schodzimy z powrotem do wioski. Kawał świata już widzieli a najbardziej nas zaciekawiły opowiadania o Brazylii, gdzie się zdaje jest bardzo niebezpiecznie. Każdy z 8 osobowej ekipy był jakimś innym stylem obrabowany. Jeden aż tak, że z maczetami kazali mu się rozebrać i zostawili go nagiego, ale żywego.

Pod wulkan Mt. Bromo

Razem bierzemy Jeepa i podjeżdżamy pod sam krater Mt. Bromo. 

  
Na samą górę prowadzą schody. Z góry można zajrzeć do środka krateru. Z tego czynnego wulkanu unosi się para wodna z mnóstwem siarki, śmierdziało jak na laboratoriach chemicznych. Można było sluchać jak magma pod nami belkocze.

   

 
  
  
  

   
Bierzemy prysznic, bo czarny wulkaniczny piasek mamy wszędzie i wyruszamy dalej. Tym razem Ubud, miasto w centralnej części Bali. Wyspa tuż obok Jawy. Zupełnie inna, bo z 95% hinduistyczna. 

Pierwsze promyki słońca na Borobudur 

Pobudka! Na telefonie widnieje czas 3:00. Pora wstawać i przygotować się do godzinowej jazdy samochodem za wschodem słońca w buddystycznej świątyni zwanej Borobudur. Samochód przywozi nas przed główne wejście, gdzie otrzymujemy latarki i wychodzimy po mnóstwu schodach oświetlonych jasnym księżycem. Na szczęście tego typu wycieczkę wykupiło chyba 30 osób, więc było można zasmakować atmosferę tego miejsca w kompletnej ciszy. Wyciszeni, siedzący na kamiennej ziemi, skupieni wyczekujemy wschodu słońca. To miejsce aż tętnieje energią a w tle mnisi powtarzają swoje mantry a koguty oznajmiają nadchodzący dzień. Aż ciarki po plecach przelatują. Wschodzące słońce zalało promieniami nasze twarze i cały Borobudur.
   

   

Powolutku słóńce wstaje  … 


 

   

Borobudur, jak wyglądasz?    
To miejsce przetrawało ponad 1200 lat, wszystkie niepokoje, erupcje wulkanów i inne nieszczęścia. Nadal go nieopuszcza mistyczna atmosfera i energia. Jest zbudowany z dwu milionów bloków kamiennych ułożonych do symetrycznej podstawy rozmiarach 118 m na 118 m. Na sześć kwadratowych taras nawiązują trzy półogrągłe, na których ułożone zostały charakterystyczne dzwonki a w każdym z nich znajduje się statueta Buddy. Kolor z kamieni już dawno zniknął, ale kiedyś cała świątynia miała być pokryta kolorem odbijającym promienie słoneczne.
 

I troche więcej ujęć (na pamiątkę) … 

   

  

Informacje praktyczne dla zwiedzających 

Świątynia znajduje się 35 km od miasta Yogyakarta. W mieście można wykupić wycieczkę w różnych pakietach. Jest możliwość też dojechać do tego miejsca na wypożyczonym skuterze, ale chodzi o 70 km. Borobudur jest otwarty od 6 do 18, ale można kupić specialne bilety na wschód słońca i wchodzić do światyni o 4.