Bilans minionego roku

Początek nowego roku, to czas podsumowań i postanowień. Może się wydawać, że rok 2016 nie był dla nas dwóch podróżników zbyt aktywny. Co prawda, to na blogu nie pojawił się ani jeden wpis. Jednak mogę wam zdradzić, iż pozory mylą. Daniel spędził 10 miesięcy w Belgii, studjując program IELSP na Uniwersytecie w Antwerpii. Z tego powodu kilkakrotnie odwiedziłam ten pachnący goframi kraj. Wspólnie udało nam się zwiedzić parę ciekawych miast. Gorąco zapraszamy na krótkie zestawienie z ostatniego roku.

antwerpia

paryz

Niderlandy przejechane wzdłuż i wszerz a nam zachciało się pojechać po bardzo długim czasie na wakacje nad polskie morze. Pierwszy wakacyjny weekend mieliśmy spędzić opalając się na plaży. Plan był jasny i prosty. Plaża, słońce, pyszne pączki oraz najlepsze polskie smażone ryby. Wszystko było jak zaplanowaliśmy, tylko tego słońca nam zabrakło.

baltyk

A na samym końcu roku zaliczyliśmy dwie wycieczki w wysokogórskie obszary. Jeżeli nie wiecie, jak aktywnie spędzić pare dni, polecamy Austrię i jej cudne turystyczne trasy oraz stoki narciarskie w Alpach Salzburskich.

austria

Rok 2017 dobrze się zapowiada. Sporo podróży już mamy zaplanowanych, więc zostańcie z nami i bądźcie na bieżąco z najnowszymi wpisami.

Wszystkiego co dobre oraz wiele podróży Wam życzymy w nadchodzącym roku!

Nasza studnia w Kambodży

Kasia z okazji urodzin życzyła sobie nietypowy prezent, chciała studnie w Kambodży. Niekiedy nie doceniamy w jakim luksusie żyjemy, kiedy mamy wszędzie dostępną pitną wodę. Niestety, nie w każdym kraju tak jest. Kambodża jest jednym z nich. Kasia wsparła projekt Cambodian Child’s Dream, który tam buduje studnie. Od października dalszych 30 osób może korzystać z „naszej” studni.

„Happiness doesn’t result from what we get, but from what we give.”

Kasiaidanielwprodrozy.com 964D

Kasiaidanielwprodrozy.com 964B

No i mamy świetny powód by pojechać do Kambodży!

Czatowanie na smoki z Komodo

Nasze włóczęgi po Indonezji kontynuowały w kierunku następnej wyspy. Tym razem mogliśmy się zachwycać pięknami wyspy Flores. Jak sama nazwa wskazuje, chodzi o „wyspę kwiatów” pełną zieleni oraz zachwycających miejsc.

Sam wybór przejazdu z wyspy Lombok na Flores jest dla wielu podróżników wielkim dylematem, gdyż możliwości jest sporo a ceny bardzo się różnią. Można kupić drogie (w większości przypadkach przedrożone) bilety lotnicze, wykupić kilkudniowy rejs na łodzi z kilkoma postojami na ciekawych miejscach lub przejechać na Flores autobusem oraz trajektem. My z powodów takich, siakich a też owakich wybraliśmy opcję autobusu oraz trajektu.

Indonezja (1256)

Nareszcie Flores!

Po 29 godzinach podróży (o tak, widzicie dobrze, 29 godzin, czyli welcome in Indonesia) zmęczeni i szczęśliwi z ulgą stanęliśmy na katolickiej wyspie Flores, w portowym miasteczku Labuan Bajo.

Stąd można rozpocząć poszukiwanie smoka z Komodo na niedalekich wyspach Komodo i Rinca, które należą do parku narodowego Komodo National Park. Dla miłośników podwodnego życia Labuan Bajo stanowi najlepszą bazę do nurkowania oraz snorkelingu. Personel szkół nurkowania, których liczba na sto metrów kwadratowych jest zaskająco wysoka, każdemu z przybyszów powtarza, iż nie istnieje lepsze miejsca do nurkowanie w całej Indonezji. Właśnie tutaj można podziwiać przepiękne, majestatyczne manty.

Miasteczko Labuan Bajo od pierwszego spojrzenia robi wrażenie. Wszystko jest takie, jak powinno być, nieudawane. Na jedynej głównej ulicy Soekarno Hatta znajdują się głównie hotele, restauracje, szkoły nurkowania i agencje turystyczne organizujące wycieczki. Z nej rozchodzą się małe uliczki zamieszkane przez tubylców z reguły rybaków. I to wszystko!

Labuanbajo 16497766814_02d6d15feb_o

Powracając do naszego programu

Wieczorem zmęczeni podróżą z wyspy Lombok zamawiamy w pobliskiej agencji turystycznej wycięczkę na wyspę Komodo z dwoma przystankami na malutkich wysepkach, gdzie można snorklingować i podziwać piękną rafę koralową. Po wstępnych zamieszaniach, gdy nie czeka na nas żadna łódka z kapitanem, ponieważ to ostatni dzień Ramadanu a nikt przecież nie będzie pracować w tak zacny dzień, dołączamy do pary z Taiwanu i wyruszamy na morze.

Odpływamy od brzegu i naszym oczom ukazują się wysepki, a za nimi kolejne i następne. Wysepki, które mijamy, są różnorodne, jedna bardzo zielona, druga wysuszona totalnie. Jedna większa, druga mniejsza. Wokół błękit i ukryte tuż pod powierzchnią rafy koralowe.

Indonezja (1218)

Smoki z Komodo

Po 2 godzinach dobijamy do portu na Komodo. Jedyne na świecie smoki Komodo to po prostu wielkie i bardzo niebezpieczne jaszczury, które zeżrą nawet człowieka, buwoła, konia a też własne dzieci. Komodo są kanibalami. Zjadają wszystko oprócz pazurów. Pycha prawda?

Indonezja (1302)

Kto to taki? Komodo!

Indonezja (1293)

Na wycieczkę po wyspie ruszamy obowiązkowo z przewodnikiem, bo inaczej się nie da.

Indonezja (1286)

Spacerujemy dwie godziny po parku. Spotykamy sześć smoków, ale najwięcej się ich porusza we wiosce pod kuchnią. Przewodnik opowiada nam najważniejsze informacje o tych płazach, które uzupełnia przerażającymi historiami, co i kogo Komodo zeżrały i co po takiej uczcie zostaje (okulary administratora parku itp.).

W międzyczasie, cóż się to zbliża?

 Indonezja (1290)

Tym razem Komodo tuż przechodzi obok nas

Indonezja (1292)

W porze suchej cała flora wyspy jest wysuszona, w korycie rzeki nie płynie żadna woda a smoki poprostu odpoczywają w ukryciu, dlatego lepiej zaplanować wycieczkę na wyspę w porze deszczowej.

Indonezja (1279) Indonezja (1281) Indonezja (1283)

Przede wszystkim trzeba sprawdzić, kiedy smoki mają okres rozrodczy. To idealny okres dla zwiedzenia parku narodowego Komodo, gdyż właśnie wtedy można widzieć prawdziwe dorosłe smoki, które się będą poruszać po całej wyspie w poszukiwaniu drugiej płci. Jednak was uprzedzamy, dorosły smok dorasta do 3 metrów i może biec z szybkością do 20 km/h! 😉

A co najbardziej ciekawe, badania wykazały, że w ślinie warana Komodo żyje około 50 różnych szczepów bakterii, które przy ukąszeniu dostają się do krwi zaatakowanego zwierzęcia, powodując infekcję prowadzącą do śmierci ofiary. W dodatku smoki Komodo nie mają wrogów naturalnych w łańcuchu pokarmowym, jedynym zagrożeniem dla młodych waranów są dorosłe osobniki.

Świat podwodny

Nasyceni widokami smoków wyruszamy w kierunku następnej przygody. Tym razem poznajemy świat podwodny w okolicach wyspy Flores. Kolorowe rybki, rozgwiazdy, koralowce robią wrażenie. Pływamy i obserwujemy fantastyczne życie pod wodą tak długo, jak nam kapitam naszej łódki pozwala.

Indonezja (1319) Indonezja (1323)

Plaże na takich wysepkach niemal jak ze zdjęć National Geographic, prawda?

Indonezja (1354)Indonezja (1340)

Pora wyruszać na dalszą wysepkę a potem czeka nas długi rejs do portu Labuan Bajo i oszałamiający zachód słońca, gdy niebo nabiera pomarańczowego koloru.

Indonezja (1246)

W dalszym wpisie opiszemy wam najpiękniejszą zapomnianą wysepkę, którą dotąd widzieliśmy. Bez wahania – our beloved place in Indonesia.

Lombok – czeka na turystów 

Niedalego od Gili Air, zaledwie piętnaście minut łódką, zdajduje się wielka wyspa Lombok. Kupiliśmy bilet na łódkę, która odjeżdża aż się napełni. W naszym wypadku nie minęło dziesięć minut i już płynęliśmy, a co lepsze, koszt tego przejazdu to 12.000 Rupii (24 CZK/ 4 zł).

Jak racio zwyciężyło nad emocjami

Zbliżając się do brzegu, oglądamy majestetyczny wulkan Mout Rinjani, którego wierzchołek znajduje się 3.700 m n.p.m. Na sam szczyt można wybrać się z organizowaną wycieczką, którą prowadzi doświadczony licencjonowany przewodnik a walizki wynoszą tragarze. Prawdę mówiąc, bardzo nas kusiło spróbować swych sił i wyjść przynajmniej do brzegu kratera. Niestety tym razem rozum wygrał nad sercem, które chciało mieć mnóstwo ciekawych przeżyć i niepowtarzalny wpis na blogu. Dla przybliżenia 2.000 m wspina się w przebiegu 6 godzin – to praktycznie wspinaczka po drabinie! Danielowe kolana nie pozwoliłyby na bezpieczne zejście w dół, może kiedyś wylecimy tam helikopterem. Poniżej zamieszczamy parę zdjęć z sieci.

  
  
Senggigi zwołuje turystów

Z portu jedziemy do Senggigi, ośrodka turystycznego z mnóstwem baaardzo luksusowych hoteli. Chociaż byliśmy tam w czasie Ramadanu a Lombok jest zamieszkały muzułmanami, w kawiarniach grała żywa muzyka i można było kupić piwko i inne napoje wyskokowe. W tego typu ośrodkach turystycznych jest to tolerowane a miejscowi przymykają oczy, Allah chyba też. Wieczór spędziliśmy według polecenia naszego taksówkarza w Happy Cafe, gdzie grała najlepsza kapela w okolicy. Pożyczyliśmy motor i wybraliśmy się na poszukiwanie najlepszych plaży, ale jakoś nas nie powaliły, może jesteśmy już rozpieszczeni? Sami zobaczcie plaże w Senggigi. 

   
   
  

Prawdziwy kontrast szalonej Kuty na Bali, to Kuta na Lomboku

Jedziemy na południe Lomboku do Kuty, diametralnie innej od tej na Bali. Kuta, to raczej spokojna wioska z paroma restauracjami i hostelami. Jest wyśmienitą bazą dla surferów, kórych można spotkać na każdym rogu. Wypróbować surfing po raz pierwszy w życiu? Żaden problem. Szkóły surferskie znajdę was same, nawet nie musicie się wysilić i ich szukać. Wyśmienite fale, przepiękne plaże. Taka Kuta nam się podoba.

   
   

W Kucie musicie pożyczyć motor i odkrywać plaże w okolicy. Te przepiękne plaże na razie nie są otoczone kompleksami hotelowymi a to oznacza tylko jedno, są PUSTE! Do tych plaży się zakochaliśmy, posądźcie sami. 

Plaża Tanjung Aan    
    

Plaża Mawun Beach   

  



Idealne miejsce do nauki surfingu

Dla surfingu w okolicy Kuty są najlepsze dwa miejsca Selong Belanak i Gerupuk Bay. W obu miejscach walczyliśmy z falami a musimy przyznać, że jest to niesamowita frajda. Jeżdżąc na fali aż krzyczeć się chce z radości. Chyba nowe hobby. W dodatku to Daniel jeździł po pierwszych 15 minutach jak prawdziwy surfing boy. 

  

 

Sasak – autochtonami Lomboku

Pierwotnymi obywatelami wyspy Lombok są Sasakowie. Nadal utrzymują tradycyjny tryb życia. Mieszkają w bambusowych domkach pokrytych ususzoną trawą. 

  

Typowy dom składa się z dwu pomieszczeń. Zaraz za drzwiami jest miejsce, gdzie śpi ojciec rodziny. Trzy schody wyżej, zawsze trzy, bo symbolizują trzy korzenie ich wiary – animizm, muzułmanizm, hinduizm, znajduje się kuchnia, w której śpią dzieci z mamą. Podłoga jest z gliny a raz w miesiącu jest wysmarowywana wykałami buwołów, chyba dla desynfekcji. 

   
 

Co ciekawe, ludzie Sasak wychodzę za mąż ze swoimi kuzynami! Czyli wszyscy są jedną wielką rodziną. Sami jesteśmy zdziwieni, że ktoś dobrowolnie nadal żyje takim trybem życia, ale jest to ich wybór, chyba im tak dobrze. Daleko od naszego wyścigu szczurów.

Wyspa Lombok ma dużo do zaoferowania, więc nie ma na co czekać i trzeba wyjeżdżać! Jeżeli chcecie się zakochać w przepięknych plażach z bialuśkim piaskem, nauczyć się zjeżdżać fale, pogadać z prawdziwymi i uprzejmymi obywatelami Indonezji… Lombok to wasza następna destynacja

 

Jak jeden z nas przekonał strach z nurkowania

Zaczęło się bardzo niewinnie. Daniel zaczął zadawać pytania typu: „Chciała byś kiedykolwie spróbować nurkowanie? Bała byś się?” Chyba powolutku przygotowywał pole walki. Pewnego popołudnia huśtając się na hamaku przed naszym bungalowem zaproponował mi kurs nurkowania dla początkujących na wyspie Gili Air, czyli w miejscu, gdzie akurat przebywaliśmy. Bez namysłu odmówiłam. „Boję się! Przecież może nam brakować powietrza! Wynurzanie ma swoje pewne zasady! Jest wymagana dekompresja! A co zrobisz, kiedy będę panikowała? Nie, dziękuję.”



Daniel jednak był przekonany, że nurkowanie akurat pomiędzy wyspami Bali i Lombok wypróbuje, bo … na wyspach Gili znajduję się baza najlepszych szkół scuba divingu w niemalże całej Azji, są przyzwoite ceny, bardzo dobre rekomendacje byłych klientów, profesionalne podejście instruktorów i można wymienić dalszych kilka sensownych argumentów, czemu akurat tutaj.

Dyplomatycznie podeszliśmy do tej sprawy i wybraliśmy się do jednej z szkoły nurkowania, by zapytać o szczegóły. W sumie to wszystkie szkoły nurkowania na Gili Islands oferują kursy Introduction oraz PADI Open Water Diver. OWD jest najpopularniejszym kursem dla początkujących nurków, który umożliwia nurkowanie na całym świecie. Program tego kursu umożliwia opanowanie podstawowych umiejętności nurkowych, a po jego ukończeniu uzyskuje się licencję upoważniającą do samodzielnego nurkowania do głębokości 18 metrów.

Emma, instruktorka szkoły Manta Dive, przekonała nas, by jednak spróbować kurs „Intro”. 

   

 

W jeden dzień instruktor pokaże nam sprzęt nurkowy i omówi jego elementy oraz podstawowe zasady nurkowania. Po dopołudniowych lekcjach w basenie będziemy przygotowani na tyle, by po obiedzie wraz z dalszymi nurkami oraz naszym instrukturem wyruszyć na morze i poznać prawdziwy świat pięknej rafy korolowej.

Lekcje w basenie poszły szybko oraz sprawnie. Daniel był zachwycony a Kasia … no cóż, znowu się przekonałam, że klaustrofobia nieraz może mi ładnie dopalić. Podczas obiadu sama w milczeniu zdecydowałam, że pojadę z wszystkimi nurkami na dane miejsce. Spróbuję zanurzyć głowę do morza i gdy znowu będę się bała – poprostu podziękuję i zostanę 45 minut na łodzi wraz z kapitanem i razem poczekamy na całą ekipę.

Jak strach nie zwyciężył

Koziołek do tyłu, hop i jesteśmy we wodzie. Pierwszy oddech pod wodą i szał! Tyle kolorowych rybek, ile tutaj światła oraz przestrzeni! Jakie to piękne. Instruktor pyta nas (komunikacja na migi), czy wszystko OK. Tak! O tak! Strach się ulotnił a serce wali jak szalone z podekscytowania. 

  

Idziemy niżej oraz niżej. Wyrównujemy ciśnienie w uszach. Pod nami setki rybek, kolarowce takie i owakie, dno powoli się zbliża. 

  

Instruktor pokazuje nam, że znajdujemy się w głębokości 12 metrów. Macha do nas, by popłynać za nim i zobaczyć żółwia! Prawdziwy żółw! Olbrzymi żółw! Patrzę, cieszę się z mego stanu podwodnej nieważkości i kręcę głową z niedowierzenia. Ten żółw, który się znajduję na metr ode mnie, mierzy chyba metr i pół. 

   
   

Nie ma czasu nad rozważanie, bo z drugiej strony płynie następny żółw! A tam dalszy! Ojeeeej, ale czad! Aż mi się chce podskakiwać i piszczeć. Podskakiwanie jasne, że nie wchodzi w gre, ale piszczeć do automatu oddechowego można.

   

  

I tak sobie płyniemy, oglądając małe rybki, duże ryby, żółwie, gady podwodne i nadchodzi czas wynurzania się.
   
 

Instruktor był z naszej czwórki dumny (my dwaj, Francuzka oraz Australijka). Pytał, czy kontynuujemy kurs PADI Open Water Diver, który trwa następne dwa ni. Niestety odmówiliśmy, bo kurs nurkowania nie był zaplanowany a budżet nam nie pozwalał. Pod koniec naszej podróży umówiliśmy się z Danielem, że do Indonezji wrócimy a kurs nurkowania OWD zrobimy.

  

Nasze perełki – Gili Islands 

Nadchodzi czas, by opisać jedną z naszych najbardziej polubionych destynacji w Indonezji. Chodzi o wysepki małe jak perełki. Szanowni państwo, z chęcią przedstawiamy wyspy Gili Islands! Trzy wysepki leżą pomiędzy swymi większymi koleżankami – wyspą Bali oraz wyspą Lombok. 

Ostatnio wyspy Gili przyciągają do siebie sporo turystów, którzy szukają spokóju oraz możliwości odetchnąć od wszystkich środków transportu. Na wyspach Gili nie jeżdżą żadne zmotoryzowane wehikuły. Poruszamy się tylko na piechotę, na rowerze lub konno. Tak! Istnieje jeszcze skrawek ziemi, gdzie można się cofnąć w czasie i przemieszczać się byle gdzie bez pośpiechu oraz towarzyszącego hałasu. 

  
Każda wyspa jest specificzna i jedyna w swoim rodzaju. Gili Trawangan, przezywany Gili Tralala, zaprasza do siebie wszystkich imprezowiczów oraz osoby lubiące miejsca tętniące życiem. Na Gili Meno, środkowej wyspie, wyjeżdżają rodziny z małymi dziećmi, nowożeńcy oraz zakochane pary. Jest najmniejsza z nich, ma najpiękniejsze plaże i koralowce, ale jest baaardzo spokojna, może za bardzo. Natiomast trzecia wyspa, Gili Air oferuje wszystkiego po trosze. Na plaży są bary, gdzie można spędzić miłe wieczory, ale nie są tam dyskoteki i wieczory z żywą muzyką. 

 
   

Wybraliśmy Gili Air, bo nie zaliczamy się do party people i raczej szukamy spokoju oraz przyjemnego nastroju. Wysepka jest bardzo mała, za godzinę ją można na rowerze objechać. Typowym pejzażem były kokosowe plantacje, ale z rozwijającym się ruchem turystycznym ubywa zieleni a pojawia się beton. Jeden z tamtejszych obywateli nam opowiadał jak bardzo się Gili Air zmieniła. Chociaż zagraniczni inwestorzy nie mogą kupić w Indonezji ziemię, znaleźli sobie sposób jak to obejść. W praktyce ziemia bywa wynajmowana inwestorami na 25 lat, ale na Gili robią to jeszcze inaczej. Wykorzystują małżeństwa na papierze i skupują wszystko, co się da. W taki sposób budowane są nowoczesne kompleksy i business się rozkręca. Mamy nadzieję, że będą tam przyjeżdżali tylko turyści, którzy szanują naturę.

   

Warto spędzić na Gili parę dni, bo mają do zaoferowania fenomenalne koralowce a co nejlepsze, często przy snorgelingu można napotkać żółwie. Plaże z białym piaskiem i smaczne restauracje zapewniają przyjemnych parę dni. Co ciekawe, że każda restauracja ma piec na pizzę. 

  

Sami po raz pierwszy wynajeliśmy typowy bambusowy bungalow z hamakiem oraz łazienką na zewnątrz. (Tangga Bungalows dla zainteresowanych) 

   
    
Takie wakacje bardzo nam przypadły do gustu. Chyba temu każdy nowy dzień zaczynaliśmy od słów „we would like to extend our stay” (prosimy o przedłużenie terminu pobytu). Również po raz pierwszy skusiliśmy się na nurkowanie, ale o tym w następnym wpisie! 
 

Bali wzdłuż i wszerz

Dla nas Bali to nie Kuta, miejsce przepełnione turystami bawiącymi się na dyskotekach do rana. Mijając wieczorem kluby często nam oferują: „Marihuana? Kokain? Mushrooms?” OMG, to ich tak już zepsuliśmy? Gdzie nie jest popyt, nie jest oferta.

Ubud, Ubud, Ubud … do Ciebie wrócimy 

Żeby zasmakować prawdziwe Bali wybraliśmy się do małego miasta Ubud. Znajduje się godzinę jazdy na północ od Kuty, otoczone polami ryżowymi i ze swoją stoicką atmosferą jest najlepszym miejscem by dowiedzieć się co dla nas znaczy Bali. Turyści spokojnie spacerują po wąskich uliczkach, gdzie odwiedzają galerie miejscowych artystów, sklepy z jakościową odzieżą a często odpoczywają nad filiżanką wyśmienitej kawy w jednej ze stylowych kawiarni. 

 

W centrum znajduje się bardzo znany pałac królewski Ubud Palace, w którym odbywają się wieczorowe pokazy regionalnych tańców. Tancerze i tancerki występujący w pałacu zaliczają się do nejlepszych, więc też ich musieliśmy zobaczyć. W tle gamelanowa orkiestra a przed nami sztuka, która niczym nie przypomina naszą. Walki ze złymi duchami a kobiety, które tańczyły nadgarstkami i oczami. Super!   

  

I tak się tańczy w Indonezji …   

  

Religijnie oraz obyczajowo

To co nazywamy naszym Bali, znajduje się w okolicach Ubudu. Trzeba wypożyczyć skutera i pojechać byle gdzie pomiędzy pola ryżowe. W małych wioskach widać jak silnie Balijczycy są związani ze swoją religią. Bali jest w 95 procentach wyspą hinduistyczną a to widać. Każda wioska ma przynajmniej trzy świątynie nazywane pura. Najważniejszym jest pura puseh dedykowany przodkom i zalożycielą wioski. W środku wioski stoji pura desa przeznaczona duchom w zamian za ochrone mieszkańców wioski. A ostatnia pura to pura dalem, czyli świątynia martwych.
  

Zapach Bali
Każde rano kobiety ubrane w tradycyjnych strojach roznoszą ofiary dla dobrych duchów. Żeby być za dobre i ze złymi duchami, składają ofiary byle gdzie po ziemi. Przy tym zapalają zapachowe patyczki. Ten zapach na długo utwi nam w głowie, to jest zapach Bali. 

 

Nasze włóczęgi po wyspie 
Pomiędzy poszczególnymi wioskami przejeżdżamy polami ryżowym i na w tle nam towarzyszą wysokie góry, te pejzaże wołają na nas by się zatrzymać i zrobić choć parę zdjęć. Drogą odwiedzamy piękne światynie, między innymi najbardziej sakralne miejsce na Bali – Ulan Danu Temple nad jeziorem Beratan a też Royal Family Temple w Mengwi.  

Małe Indie 

W Ubudzie polecamy zajść na masaż, bo po tych godzinach siedzenia na motorze – nie da się inaczej. Jest z czego wybierać, gdyż Ubud to takie małe Indie. Panuje tutaj moda na spiritualizm, jogę oraz zdrowe odżywianie. Jest możliwość zapisać się na lekcje jogi lub lekcje medytacji. To też jeden z powodów, czemu wiele osób przyjeżdża do Ubudu i spędza tutaj więcej dni, niż było zaplanowane. 

  

podróżować to żyć…